A A+ A++

„Przestrzenie Marcina Niemczury. Interpretacje…” to najnowsza wystawa czasowa Muzeum Północno-Mazowieckiego. Przypomina twórczość przedwcześnie zmarłego łomżyńskiego poety i fotografa, ukazując też w nietypowej formule szerszy kontekst, w jakim przyszło funkcjonować młodym, wrażliwym ludziom w PRL-u lat 70. i 80. ubiegłego wieku. – Ta wystawa jest wystawą filozoficzną, jest wystawą teatralną – mówiła Joanna Klama, jej pomysłodawczyni, autorka i kuratorka. – Nie ma tutaj podpisów, tu chodzi o pewne zjawisko, żeby przejść przez różne przestrzenie.

Marcin Niemczura (1963-1983) urodził się w Drzewicy koło Opoczna w rodzinie inteligenckiej. Przez pierwsze dwa lata życia mieszkał z rodzicami Anielą i Wacławem w pobliskiej Przysusze. 

W roku 1965 przeprowadzili się do Zambrowa, zaś po blisko 12 latach do Łomży, gdzie Marcin ukończył szkołę podstawową i rozpoczął naukę w liceum ogólnokształcącym. 

– Jego dojrzałość była do zaobserwowania już w takim dosyć wczesnym stadium – wspomina nauczycielka Jolanta Szabuńko. – Był raczej człowiekiem, który budził zaniepokojenie, zainteresowanie, intrygował, a jeśli chodzi o twórczość, jego poezja była tworzona w jakimś zamknięciu, w dialogu z samym sobą. Jego koledzy odkrywali Marcina w redakcji „Głosu Ucznia”; tam padła nawet propozycja, żeby przedstawić go w jednym z numerów, w takim cyklu „Nasi koledzy”, ale nie doszło do tej prezentacji. Natomiast jego twórczość poetycka nie była wtedy przez społeczność szkoły znana; owszem, fotografie czasami były ilustracją tekstów innych uczniów, które pojawiały się na łamach tego czasopisma. 

Od najmłodszych lat wykazywał wiele zdolności: mając sześć lat liczył już do tysiąca i znał niemal wszystkie litery, szybko też nauczył się grać w warcaby i zaczął na pianinie – mając 7,5 roku grał już w szachy i chodził na lekcje fortepianu. Uwielbiał również czytać, a pod wpływem mamy polonistki nie tylko zainteresował się poezją, ale jako licealista sam zaczął pisać wiersze. Jednocześnie pochłonęła go fotografia i wciągnął się w nią na poważnie. Ponieważ był jedynakiem i pochodził z dobrze sytuowanej rodziny, miał najlepszy, dostępny wówczas w Polsce, sprzęt fotograficzny, z produkowanymi w NRD aparatami Pentacon i Praktica na czele, mógł też sobie pozwolić na drogie książki o fotografii. Jako fotografa interesowała go codzienność, jakże odległa od propagandy sukcesu siódmej dekady ubiegłego wieku pod rządami PZPR i Edwarda Gierka.

Szukał nieoczywistych tematów, miejsc szpetnych i mrocznych, lubił też portretować koleżanki i kolegów, wykonywać autoportrety oraz dokumentować różne wydarzenia, rodzinne, ale również z życia szkolnego. Już pod koniec szkoły podstawowej zdiagnozowano u niego nerwicę, cierpiał też na bezsenność – był wrażliwym outsiderem-samotnikiem, buntującym się przeciwko małomiasteczkowym realiom i ówczesnej szarej rzeczywistości, w której nie potrafił się odnaleźć. Według Anieli Niemczury dawało się też u niego dostrzec fascynację śmiercią, dlatego wykonał wiele zdjęć na starym cmentarzu przy ulicy Kopernika. Jego poezja jest również poruszająca, naznaczona cieniem, pełna niepokoju. Jeszcze bardziej wstrząsające wrażenie robi ostatni zeszyt Marcina z jesieni 1983 roku, w którym pomiędzy szkolnymi notatkami, wierszami oraz rysunkami, kaligrafował słowa depresja i lęk, albo coraz bardziej chwiejnym charakterem pisma wypisywał po wielokroć wytrzymać, wytrzymać, wytrzymać. Jednak w końcu nie wytrzymał; prawdopodobnie zginął śmiercią samobójczą w Lublinie, krótko po swych 20 urodzinach, przedawkowując leki. Pozostały jednak po nim wiersze, zapiski i rysunki, a do tego książki, płyty i inne pamiątki, pieczołowicie przechowywane przez mamę. 

Stały się one punktem wyjścia do stworzenia wystawy „Przestrzenie Marcina Niemczury. Interpretacje…”, otwartej 25 lutego w Muzeum Północno-Mazowieckim. – Ta wystawa jest o Marcinie Niemczurze, on dał nam tworzywo do tego, dał nam wiersze, dał nam swoje fotografie, swoje eksponaty, ale tak naprawdę jest to opowieść o człowieku wrażliwym, o tym postrzelonym człowieku, tym wariacie, tym zalęknionym człowieku, który ma lęki, który boi się żyć, który nie umie się rozpychać łokciami – mówiła jej autorka Joanna Klama, którą w twórczym procesie wsparła autorka aranżacji Alicja Kamieniczna, a w kwestiach technicznych 8-osobowa grupa pracowników muzeum. To pierwsza, tak obszerna, prezentacja dokonań Marcina Niemczury, po wystawie fotografii w latach 80. w kaplicy Śmiarowskich oraz przypomnieniu zdjęć i poezji podczas wieczoru zorganizowanego w 30 rocznicę jego śmierci przez galerię Aporia, w dodatku zrywająca ze schematem prezentacji różnych obiektów i pamiątek w typowo muzealnej konwencji.

_MG_2698.jpg

Wystawa ma więc drugie dno; nie koncentruje się wyłącznie na pokazaniu niewielkiego przecież dorobku, przedwcześnie zmarłego młodego człowieka, ale umożliwia też dotarcie do różnych przestrzeni: od czasoprzestrzeni, przez dom, ciemnię, miejsce święte, aż do finalnego lab.iryntu oraz zadawanie pytań i poszukiwanie odpowiedzi. Zwiedzający są tu nie tylko widzami, mogą bowiem wchodzić z niektórymi elementami wystawy w interkację, albo dodać do niej coś od siebie, a to wszystko ma służyć czemuś więcej, niż tylko wspominanie ludzi i miejsc sprzed wielu lat, bo osób kruchych i wrażliwych nie brakuje również dzisiaj. Drogowskazami w tej wędrówce są więc nie tylko twórczość Marcina Niemczury, ale też cytaty z jego ulubionej książki „Alexander März” Heinara Kipphardta. Jej bohater spędził wiele lat w szpitalu psychiatrycznym, a autor wyraża w niej protest przeciwko brakowi skutecznych metod przeciwdziałania chorobom psychicznym oraz ich leczenia. Są też książki Marcina, od tych dziecięcych do poważniejszych oraz kolekcja płyt.    W niej również nie brakuje zaskoczeń, bo poza, popularnymi u ówczesnych nastolatków, nagraniami The Beatles, The Rolling Stones, Led Zeppelin, Queen czy The Police oraz polskiego rocka, z awangardową wtedy Brygadą Kryzys na czele, jest też podwójny album zawierający oratorium Haydna „The Seven Last Words Of Christ”, płyta dla Marcina bardzo ważna według opinii jego kolegi Mirosława Derewońki. – Marcin Niemczura na swoją wystawę, kiedy był jeszcze naszym licealistą, czekał – wspominał Mirosław Derewońko. – On miał nadzieję, że w Łomżyńskim Towarzystwie Fotograficznym uda mu się tę wystawę zrobić; niestety, z powodów mi nieznanych jej nie doczekał, ale dzięki Joannie, pani dyrektor i pracownikom muzeum udało się to zrealizować! 

Wojciech Chamryk 

Wystawę „Przestrzenie Marcina Niemczury. Interpretacje…” można oglądać w Muzeum Północno-Mazowieckim do 28 kwietnia. 

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułJKH GKS Jastrzębie wygrał z Comarch Cracovią [ZDJĘCIA]
Następny artykułTurniej halowy Milanów CUP