A A+ A++

Paulina Socha-Jakubowska, „Wprost”: Zdarzało się pani reagować na teksty, komentarze, które padają z ust czy pojawiają się na profilach ludzi, których znacie od lat? Mówię o tych negatywnych, pod adresem pani męża.

Małgorzata Terlikowska: Niektóre czytam, ale opiniami na ich temat dzielę się z mężem. Nie mam w zwyczaju komentować ich w internecie, ani wdawać się w dyskusje w mediach społecznościowych.

Kiedy zaczął się ten hejt?

Po raz pierwszy chyba po publikacji wywiadu rzeki mojego męża z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. Tam po raz pierwszy padły mocne słowa dotyczące potrzeby oczyszczenia Kościoła, bo jeśli Kościół sam tego nie zrobi, to zrobią to za niego inni. Zostało to odebrane jako atak na Kościół, na biskupów. Wtedy część środowiska prawicowego bardzo protestowała, odcinała się od tych opinii. A że mój mąż konsekwentnie o tym mówi, jest rzecznikiem oczyszczenia Kościoła, staje po stronie osób skrzywdzonych, siłą rzeczy jest atakowany przez środowiska, które uważają, że problemu nie ma. Działa znana zasada: Atakują nie tych, którzy dopuścili się przestępstw, skrzywdzili ludzi, tylko tych, którzy o tym mówią. Dla własnego dobra, dla zdrowia psychicznego staram się za bardzo w opinie i komentarze innych nie zagłębiać. Dystansuję się, bo wiem, na jakiej zasadzie powstają takie treści.

Frustruje panią to, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać na tematy drażliwe?

To jest przykre. Dla mnie rozmowa z każdym człowiekiem jest budująca i interesująca. To, że ktoś ma inne poglądy, inaczej myśli, wychodzi z innych założeń, buduje swój światopogląd na innych wartościach, nie oznacza przecież, że to jest człowiek zły. Jeśli stawiam się w pozycji „nie chcę z kimś rozmawiać”, to oznacza, że czuję się od tego kogoś lepsza. A tak nie jest. Wśród bliskich przyjaciół, znajomych, mamy ludzi, z którymi naprawdę wiele nas różni, ale jednocześnie zawsze mamy o czym ze sobą rozmawiać. Czasem siedzimy do późnych godzin nocnych i z przyjemnością dyskutujemy. I wzajemnie się słuchamy.

Zawsze pani do tego tak podchodziła?

Dla mnie mentorem, jeśli chodzi o kwestię „słuchania”, był śp. ksiądz Krzysztof Grzywocz (teolog, w 2017 roku zginął w Alpach Lepontyńskich – red.). Słuchaniu poświęcił wiele tekstów. Często do nich wracam, bo bardzo mnie inspirują. Budującym przykładem, że można się słuchać i kulturalnie ze sobą rozmawiać, jest ostatnia książka Karoliny Wigury i mojego męża. Oboje oberwali za nią od swoich środowisk. A przecież z tych ich rozmów wyszła bardzo ciekawa pozycja, którą polecają swoim uczniom na przykład katecheci.

Szkoda tylko, że wciąż mamy do czynienia ze zjawiskiem pt. „każde odstępstwo od tego, co mówi twoje środowisko, to zdrada”.

A mury rosną.

I będą rosły, choćby za sprawą mediów społecznościowych. Będziemy jeszcze wyższe mury wznosić, jeszcze bardziej się „okopywać” na swoich pozycjach, jeszcze trudniej będzie nam rozmawiać.

Tematy fundamentalne dzielą już rodziny.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułBrakuje jednoznacznych rozstrzygnięć
Następny artykułUszkodzone serce po zawale jak nowe. Uzdrawiają tkankę