A A+ A++
Morawski: Popyt ucieka podaży
Morawski: Popyt ucieka podaży
fot. Piotr Mecik / / Forum

Firmy nie nadążają z realizacją rosnących zamówień – zarówno w przemyśle, jak i w usługach. Na to przynajmniej wskazuje badanie PMI dla strefy euro. Dlatego presja na wzrost cen jest najwyższa od co najmniej 20 lat. Napięcia w końcu się rozładują, ale może to zająć kilka kwartałów.

PMI dla przetwórstwa i usług w strefie euro wzrósł w czerwcu do 59,2 pkt wobec 57 pkt w maju. Oznacza to najwyższy poziom od 15 lat. Raportowany napływ nowych zamówień jest najwyższy od 2005 r., wzrost zatrudnienia – najwyższy od 2018 r., a wzrost cen – najwyższy od początku badania, czyli od przełomu lat 90. i 2000.

Autorzy badania napisali w komentarzu: „Siła poprawy koniunktury – zarówno w Europie, jak i na świecie – oznacza, że firmy mają trudności z zaspokojeniem popytu, cierpiąc na niedobory surowców i pracowników. W tych warunkach siła rynkowa przedsiębiorstw będzie się nadal umacniać, nieuchronnie wywierając dalszą presję na wzrost inflacji w nadchodzących miesiącach”.

fot. / / Puls Biznesu

Badanie PMI jest o tyle istotne, że mierzy nastroje wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia, a więc wśród ludzi, którzy dobrze czują sytuację na rynku. Historycznie rzecz biorąc, indeks był dość mocno skorelowany z PKB, a jego przewagą nad PKB jest to, że pojawia się dużo wcześniej. Czyli na przykład dziś znamy już ocenę koniunktury w kwietniu, maju i czerwcu, a dane o PKB za ten okres poznamy dopiero w sierpniu.

Napięcie między popytem a podażą wynika z faktu, że duża część zamówień wiąże się z realizacją odłożonego popytu. Przez rok gospodarka działała na pół gwizdka, a teraz wiele przedsiębiorstw odkurza zaległe projekty.

Jednocześnie w gospodarkach wciąż występuje bardzo duża nierównowaga między sektorami doświadczającymi ożywienia oraz tymi, które cierpią na skutkach pandemii. Nie wszystkie branże pracują więc na 110 proc. normy. Niektóre na 130 proc. (duża część przetwórstwa, część handlu, logistyka, w coraz większym stopniu ochrona zdrowia), a niektóre wciąż na 50 proc. (lotnictwo, część turystyki i handlu).

Rozładowywanie napięć może potrwać w najlepszym razie dwa kwartały, w najgorszym – pięć-sześć. Chociaż używanie fraz „w najlepszym, w najgorszym” może być mylące. Dla wielu firm realizacja ponadnormatywnych zamówień jest trudna, ale przecież wszyscy ostatecznie powinni być zadowoleni, że świat wychodzi z pandemicznej recesji. Jeżeli napięcie między popytem a podażą będzie się przedłużało, będzie to oznaczać, że gospodarka wchodzi na coraz wyższy poziom aktywności i PKB wraca na przedpandemiczną ścieżkę.

Europejski Bank Centralny do niedawna przewidywał, że PKB strefy euro w ogóle nie wróci do trendu sprzed pandemii (czyli nie osiągnie poziomu, który byłyby osiągnięty, gdyby nie kryzys). Teraz prognozuje, że nastąpi to ok. 2023 r., a faktycznie stanie się to pewnie znacznie wcześniej. Świat po prostu wraca do normy szybciej, niż przewidywano.

Ceną tej normalizacji jest podwyższona inflacja. Będzie nam ona towarzyszyć przez rok lub dwa lata, wszędzie. W niektórych krajach, które mają niskie bezrobocie (jak Polska), podwyższona inflacja może wymagać podwyższenia stóp procentowych. W innych – jak strefa euro – raczej nie będzie to potrzebne. Po prostu tę górkę inflacyjną trzeba będzie przeczekać.

Źródło:
Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułInformacja o wynikach głosowania nad projektami 2022
Następny artykułCatering dietetyczny – co warto o nim wiedzieć?