A A+ A++

Indywidualną wystawę „Matryca Ciało” Macieja Kiełczewskiego otwarto w Galerii Pod Arkadami. To już druga ekspozycja tego bardzo utalentowanego młodego artysty w rodzinnym mieście w minionych dwóch miesiącach. Tym razem prezentuje bardzo nieoczywiste spojrzenie na rysunek, malarstwo i grafikę, łącząc te nader odmienne techniki w spójną, bardzo efektowną całość. Można ją oglądać do 10 grudnia w ramach przygotowanego przez MDK-DŚT cyklu „Debiuty”.

Maciej Kiełczewski to wychowanek Anny Bureś i Pracowni Plastycznej Miejskiego Domu Kultury-Domu Środowisk Twórczych oraz absolwent Państwowego Liceum Plastycznego im. Wojciecha Kossaka. Będąc już studentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych miał w Galerii Bonar MDK-DŚT debiutancką wystawę indywidualną „M”, będącą jednocześnie pierwszą prezentacją pojedynczego artysty w jej wieloletniej historii. Niedawno wrócił do Bonaru, pokazując w jego kameralnej sali obrazy składające się na wystawę „Pejzaż?”, teraz zaś zaskoczył po raz kolejny, prezentując w Galerii Pod Arkadami kolejną już wystawę, zatytułowaną „Matryca Ciało”.

– Mam nadzieję, że będę kontynuować tę piękną podróż – mówi Maciej Kiełczewski, obecnie student IV roku rzeźby ASP. – Ta wystawa jest zupełnie inna od tej, którą miałem dwa miesiące temu w Galerii Bonar, ponieważ poruszam tu kwestię, o której mówiłem już wcześniej: najpierw rozbudowuję swój warsztat i analizuję naturę, ale jest też moment na frywolność. I właśnie ta wystawa jest takim elementem frywolnym, gdzie zaczynam zgłębiać tematy nieoczywiste, a do tego pokazuję, że interesują mnie różne rzeczy, że jestem interdyscyplinarny. 

Lepiej ująć tego nie można, ponieważ młody, ale bardzo już świadomy tego, co chce osiągnąć, artysta, pokazuje w galerii na Starym Rynku rysunek, o którym sam mówi, że jest na granicy malarstwa, obrazy olejne oraz grafikę. Całość jest więc jednocześnie bardzo odmienna, ale zarazem niezwykle spójna, dając efektowny wgląd w szerokie spektrum twórczych zainteresowań Macieja.  

– Wynika to chyba z mojego zamiłowania do wszelkich dziedzin wizualnych – wyjaśnia Maciej Kiełczewski. – Nie pokazałem się tu jeszcze z rzeźbą, ale poza nią łączę ze sobą różne dziedziny, dzięki czemu one tylko zyskują. W tej wystawie, co wynika również z tytułu „Matryca Ciało”, byłem najbardziej zainspirowany narodzinami dzieła podczas jego tworzenia. Stąd właśnie te trzy cykle prac, które powstały w dużych odstępach czasowych, co jest oczywiście związane z moimi studiami i ciągłym brakiem czasu, ale miały na siebie wpływ i żaden z nich nie jest ważniejszy od pozostałych – dopełniają się wzajemnie, stanowią całość. 

Cykl „MC I” to sześć rysunków, wzbogaconych jednak plamami akrylowej farby czy złoceniami ze szlagmetalu, coś na styku rzeczonego rysunku i malarstwa. Jego również nie mogło zabraknąć, bowiem dla Macieja Kiełczewskiego jest ono niezwykle ważne, ale czteroczęściowy cykl „MC II” to nie tylko swobodne, barwne kompozycje olejne, bowiem w nich artysta również wykorzystał szlagmetal. W dolnym pomieszczeniu mamy zaś najbardziej frapujący, wciąż otwarty, cykl grafik „MC III”, monodruk z wkorzystaniem żelaznej, ocynkowanej płyty, dopełniony fragmentami oryginalnych matryc.

– Zależy mi również na tym, żeby była tu widoczna ta praca stricte z materią – mówi Maciej Kiełczewski. – I esencją tego podejścia są tu chyba grafiki, ponieważ jako takie mają podstawę matrycy, które później modyfikuję – nie samą matrycę, ale już po nałożeniu farby. Dlatego każda kolejna odbitka jest unikalna, ale próbując odnaleźć tę najwyższą jakość, która mnie zadowoli, muszę odbijać je wielokrotnie, zgłębiając tę tajemnicę, która znajduje się w danej matrycy, w danym dziele. Z kolei przy rysunku i malarstwie wszystko naradza się w trakcie stwarzania. Bardzo istotną dla mnie sprawą jest tu zachwyt, na który mogę pozwolić sobie w momencie, kiedy zachwycam się samym procesem twórczym, kiedy też przyjemność czerpana z pracy jeszcze bardziej mnie napędza, jest autoteliczna i odpowiedzią samą w sobie. 

Goście wernisażu podziwiali nie tylko rysunki, obrazy i maleńkie, wymuszające skupienie się na detalu, grafiki, ale zaciekawiała ich również praca umieszczona… na podłodze, zaraz przy drzwiach, co wymagało od razu określonych działań już przy pierwszym kroku do wnętrza galerii.

– To obrys mojego ciała – wyjaśnia Maciej Kiełczewski. – Zestawiam tę sylwetkę z widzami akurat w tym miejscu, żeby zobaczyć jak na to zareagują. Bo od razu są przecież postawieni w sytuacji: wejść, czy może jednak nie? A może wejść, ale jakoś to ominąć? Miejsce nie jest przypadkowe, żeby nie mieli wyboru i nastąpili na pracę. To taka zabawa z widzem, z jego podejściem i szacunkiem do dzieła, i z tym, co zmusza go do działania, taki performance. Mamy tutaj również dokumentację takiego działania (nagranie video „Alienacja”, dokumentujące rzeczony happenig – red.), bo po raz pierwszy zastosowałem je na akademii, gdzie musiałem zabarykadować przejście, żeby profesorowie i studenci nie mogli tej pracy przeskoczyć czy ominąć. Ale wielu z nich upierało się i nawet wspinało się na tę barykadę, żeby tylko nie deptać tej pracy, a starsi wybierali inną możliwość, ponieważ musieli przechodzić dookoła budynku – było to ciekawe doświadczenie, ale tutaj nie ma takiej możliwości, do tej galerii jest tylko jedno wejście – podsumowuje z uśmiechem młody twórca, zdradzając, że jego kolejnym marzeniem jest pokazanie pod Arkadami wystawy rzeźby. Znając jego talent, pracowitość i konsekwencję już teraz można obstawiać, że będzie to kolejne artystyczne wydarzenie, nie tylko na miarę jego rodzinnego miasta. 

Wojciech Chamryk

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułGdzie w tym roku odbędzie się Poznań Ice Festival?
Następny artykuł„Rycerz w sutannie”. Dziś po raz kolejny będzie można obejrzeć spektakl o wyjątkowym kapłanie z naszego regionu